Korony cynamonowe (wegańskie)
Pierwszy raz, kiedy próbowałem zrobić cynamonowe wianuszki, całkowicie zapomniałem dodać cukru do ciasta. Myślałem, że jeśli nadzienie jest wystarczająco słodkie, to nie będzie miało znaczenia. Ale co się okazało, wyszło coś suchego, że nie chciało się nawet gryźć po pierwszym kęsie. Przez cały dzień czułem zapach drożdży na rękach i smak jak pieczywo postne... Nic specjalnego. Po jeszcze dwóch próbach z myślą „co wyjdzie, to będzie dobre”, doszedłem do tej wersji. Nie wyszło idealnie ani za trzecim razem, bo na koniec za mocno nagrzałem piekarnik i kilka kawałków się zrumieniło, ale przynajmniej ich nie spaliłem. Teraz myślę, że mam przepis, na którym naprawdę mogę polegać. Zawsze mnie denerwuje, że z wyrastaniem ciasta jest trochę kłopotów, ale i tak je robię, zwłaszcza gdy mamy gości lub po prostu mamy ochotę na coś słodkiego bez jajek, mleka i innych szaleństw.
W mojej kuchni sprawy wyglądają tak: zaczynasz godzinę przed przyjściem kogoś, mąka jest wszędzie, a mimo to, gdy wyciągasz blachę i w domu pachnie cynamonem, nie interesuje cię już nic innego. To nie jest żadna wyrafinowana sztuka, ale jeśli chcesz, żeby wyszło dobrze, musisz przestrzegać kilku zasad, a nie pomijać kroków. A, i nie spiesz się z wyrastaniem, nawet jeśli umierasz z głodu w międzyczasie.
Czas pracy: około 30 minut na przygotowanie, plus jeszcze 1,5 - 2 godziny z wyrastaniem i pieczeniem. Porcje: około 24 małych wianuszków, zależy jak duże je zrobisz, u mnie czasami wychodzi 22, innym razem 25, nikt nie waży. Poziom: średni do łatwego, ale musisz mieć cierpliwość z drożdżami i nie robić ciasta zbyt twardego.
Dlaczego upieram się, żeby robić je dość często? Po pierwsze, nie są przesłodzone. Nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego (więc są dobre na post lub jeśli chcesz być bardziej „lekki” na deser), a zawsze jest miejsce na improwizację w nadzieniu. Podoba mi się też, że mogę je zostawić, żeby same się piekły, a ja spokojnie piję kawę lub rozmawiam, nie muszę ich pilnować non-stop. Poza tym, szczerze mówiąc, przy takich cenach w piekarniach wolę wiedzieć dokładnie, co do nich wkładam.
Przechodzimy do składników. Ważę wszystko na wadze, ale nie trzymam się gramów, nie jestem laboratorium, więc może być trochę +/-:
Mąka pszenna, 1 kg (zwykle biorę typ 000, można też z 650, jeśli nie chce ci się chodzić po supermarkecie). Ta mąka jest podstawą, trzyma ciasto razem.
Ciepła woda, 450 ml – nie może być gorąca, żeby nie zabić drożdży. Wszystko, co jest za ciepłe, psuje.
Świeże drożdże, 30g – nie używaj proszku, jeśli chcesz, żeby były puszyste, ale jeśli nie masz, wrzuć pół paczki suchych i zobacz, jak reaguje.
Cukier – 3 łyżki do ciasta, plus 1 łyżeczka do zaczynu, czyli to, co dodajemy do drożdży, żeby zaczęły działać.
Olej palmowy, 100 ml do ciasta – raz miałem tylko margarynę i też wyszło, a z normalnym olejem też jest, ale trochę mniej puszyste.
Sól, 1 łyżeczka z górką – nie oszczędzaj, mimo że to deser, sól jest potrzebna.
Do nadzienia:
Olej palmowy, 150g – może być też margaryna, lub mieszanka z olejem, jeśli chcesz.
Cukier kryształowy, 4 solidne łyżki.
Cynamon, około 3 dużych łyżek, pełnych. Nie przesadzaj, bo zrobi się gorzki!
Skrobia kukurydziana, 4 łyżki – to zwiąże nadzienie, żeby cały olej nie wypłynął podczas pieczenia.
Do smarowania:
Olej – odrobina, żeby posmarować pędzelkiem, żeby się nie przykleiły.
Po upieczeniu:
Szybki syrop z wody i cukru (około 100 ml wody z 1-2 łyżkami cukru, gotowane krótko), a jeśli chcesz coś dodatkowego, trochę syropu jodłowego dla smaku (opcjonalnie, nie zawsze dodaję, tylko gdy mam ochotę na coś innego).
Dobrze, bierzemy się do pracy.
1. Zaczynasz od zaczynu. W misce mieszaj drożdże z 300 ml ciepłej wody (nie gorącej, tylko takiej, żeby nie poparzyć palca). Wrzuć tam łyżeczkę cukru i około 3 łyżki mąki, wymieszaj, przykryj folią lub czystym ręcznikiem i zostaw w ciepłym miejscu, z dala od przeciągów, na 15-20 minut. Jeśli nie wyrośnie i nie zrobi bąbelków, to albo drożdże były martwe, albo woda była za ciepła/zimna, spróbuj jeszcze raz.
2. W międzyczasie odstaw 100g mąki (zostaw ją na później do wyrabiania). Resztę mąki (czyli 900g, jeśli nie chcesz liczyć) wsyp do dużej miski. Zrób dołek na środku i wlej zaczyn, resztę cukru, sól i olej palmowy (100 ml). Zacznij mieszać dużą łyżką lub od razu rękami, bo i tak tam dojdziesz, i stopniowo dodawaj mąkę, którą zostawiłeś. Wyrabiaj przez około 5-10 minut, aż uzyskasz elastyczne ciasto, które nie klei się za bardzo. Jeśli jest zbyt lepkie, posyp mąką. Jeśli jest zbyt twarde, dodaj trochę ciepłej wody, ale nie rzucaj się od razu, żeby dodać całą mąkę, bo to zależy od jakości mąki, wilgotności w pomieszczeniu… tak to jest z tymi ciastkami.
3. Posmaruj czystą miskę odrobiną oleju, włóż ciasto, przykryj ponownie folią lub ręcznikiem i zostaw do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około godzinę, maksymalnie półtorej godziny, aż prawie podwoi swoją objętość. Jeśli w kuchni jest zimno, to potrwa dłużej. Nie ma sensu się spieszyć – jeśli włożysz je do piekarnika nie wyrośnięte, wyjdą „kamienne”.
4. Nadzienie robi się prosto: w misce mieszaj olej (lub margarynę), cukier, cynamon i skrobię. Powinno wyjść jak gęsta pasta, nie jak zupa. Jeśli jest zbyt rzadka, dodaj trochę skrobi lub cukru. Jeśli jest zbyt gęsta, dodaj olej. Tutaj kieruj się na oko.
5. Rozgrzej piekarnik do 190°C. Nie włączaj wcześniej bez sensu, bo i tak czekasz, aż ciasto wyrośnie.
6. Kiedy ciasto wyrośnie, przełóż je na posypany mąką blat. Podziel na dwie części, uformuj wałki i każdy wałek pokrój na 12 równych kawałków, mniej więcej. Formuj kulki, nie muszą być idealne, nikt nie będzie ich mierzył.
7. Weź każdą kulkę i rozwałkuj na cienki owal, długości około jednej dłoni. Nałóż łyżeczkę nadzienia i rozprowadź po całej powierzchni, ale nie aż do brzegów, zostaw około pół centymetra wolnego, żeby nie wypłynęło podczas zwijania.
8. Nożem lub żyletką przetnij środek owalu wzdłuż na cienkie paski (nie do końca, końce muszą pozostać połączone). To jest zabawna część – jeśli nie przetniesz wystarczająco, nie rozwinie się ładnie podczas pieczenia; jeśli przetniesz za dużo, to się zerwie podczas formowania. Po kilku próbach wyjdzie ci lepiej.
9. Skręć każdy owal pod kątem, aby uzyskać „smyczkę” wypełnioną nadzieniem, a następnie skręć wszystko w kształt wianuszka (okrągłego) i ukryj końce pod spodem, żeby się nie rozwinęły podczas pieczenia. Możesz też zrobić ślimaki, jeśli nie masz ochoty na zbyt skomplikowaną pracę. Na blachę, na papier do pieczenia. Zostaw odstęp, będą rosły w piekarniku.
10. Pozwól im jeszcze 10-15 minut wyrosnąć na blasze, przykryte cienkim ręcznikiem, żeby się zregenerowały po formowaniu.
11. Posmaruj je odrobiną oleju na wierzchu, żeby się nie wysuszyły.
12. Włóż blachę do nagrzanego piekarnika, na 35-40 minut. W połowie, jeśli widzisz, że za szybko się pieką z góry, obniż trochę temperaturę lub przesuń blachę na niższą półkę. Ostatnie 5-7 minut podnieś temperaturę do 220°C, żeby ładnie się zrumieniły. Nie spal ich, chociaż nie jest tragedią, jeśli niektóre będą miały bardziej chrupiącą skórkę, ja osobiście wolę je tak.
13. Wyjmij blachę, zostaw na 2-3 minuty, żeby nie poparzyć ręki, i posmaruj ciepłym syropem z wody i cukru. Jeśli masz pod ręką syrop jodłowy (ja robię z pędów wiosną, ale można też kupić), dodaj kilka kropli na każdy i lekko posmaruj. Nie jest to konieczne, ale to „coś innego”. Przykryj czystym ręcznikiem, żeby para się wchłonęła, pozostaną miękkie. Po ostygnięciu, możesz dodać jeszcze trochę syropu jodłowego, jeśli chcesz.
Porady i prawdziwe pomysły, nie teoria:
Nie tnij nożem do końca, gdy robisz nacięcia, bo inaczej nie będziesz mógł ładnie skręcić. Jeśli nie masz cierpliwości, zrób je od razu w wałki i zostaw tak, też będą dobre.
Nie baw się z drożdżami – jeśli nie robią piany na początku, weź od kogoś innego, bo nic nie wyrośnie.
Postaw małą blachę z wodą na dnie piekarnika, pomoże to nie wysuszyć ciasta zbyt mocno.
Nie smaruj ich jajkiem (bo to post), ale jeśli nie jesteś na poście, możesz zrobić szybką polewę z odrobiny miodu i wody po upieczeniu.
Wariacje: jeśli chcesz, aby były dietetyczne, użyj mąki pełnoziarnistej, ale zwiększ ilość wody o około 50 ml, bo wchłania więcej. Bezglutenowe... nie próbowałem, ale niektórzy mówią, że można z użyciem specjalnych mieszanek do chleba bezglutenowego, chociaż struktura będzie zupełnie inna.
Jeśli nie masz oleju palmowego, nie przejmuj się, można użyć margaryny postnej (bez laktozy), lub tylko zwykłego oleju – ale daj trochę mniej, żeby nie były zbyt tłuste.
Do podania, pasują do mocnej kawy, czarnej herbaty lub nawet do małej szklanki mleka migdałowego. Jeśli masz dzieci, nie będą długo na talerzu, szybko znikają.
Możesz dodać do nadzienia mielone orzechy, rodzynki lub nawet kilka małych kawałków czekolady postnej – to nie zaszkodzi.
Pytania, które zawsze sobie zadaję lub dostaję:
Czy można je zamrozić? Tak, po całkowitym ostygnięciu. Wkładasz je do torby strunowej i wytrzymują około miesiąca. Kiedy chcesz je zjeść, zostawiasz w temperaturze pokojowej i wkładasz na 2-3 minuty do piekarnika, żeby się „ożywiły”.
Czy mogę użyć mąki razowej lub orkiszowej? Tak, ale uważaj, orkisz szybko się wysusza, więc musisz trochę zwiększyć ilość wody i pilnować, żeby nie zostawić ich za długo w piekarniku.
Jeśli nie mam skrobi, czym mogę związać nadzienie? Można użyć też odrobiny mąki lub nawet drobnej kaszy manny, ale nie dodawaj za dużo, bo inaczej staną się twarde.
Jak zrobić, żeby były puszyste nawet następnego dnia? Przechowuj je w szczelnie zamkniętej puszce, a przed podaniem lekko podgrzej na parze lub w piekarniku. Jeśli są twarde, spryskaj je odrobiną wody przed podgrzaniem.
Jeśli nie jestem na poście, mogę dodać masło i mleko? Tak, bez problemu, ale zmniejsz trochę ilość oleju i dostosuj mąkę, jeśli to konieczne, bo ciasto wyjdzie bogatsze.
Czy mogę pominąć cynamon? Tak, ale wtedy nie będą to „cynamonowe wianuszki” – możesz zrobić nadzienie z skórki cytrynowej, pomarańczowej, lub nawet tylko z cukru waniliowego dla prostoty.
Wartości odżywcze (na jeden wianuszek, około 60-70g): gdzieś w okolicach 170-190 kalorii, około 30g węglowodanów, 5g tłuszczy, 3-4g cukrów i około 3g białka. Jeśli dodasz dużo oleju lub margaryny, zwiększy się zawartość tłuszczu, to logiczne. Nie są „dietetyczne”, ale też nie są słodką bombą z piekarni. Są odpowiednie na post, dla wegetarian, lub dla tych, którzy nie chcą nabiału i jajek. Jeśli zrobisz je z mąki pełnoziarnistej lub z brązowym cukrem, będziesz miał trochę więcej błonnika, ale też inną konsystencję. Poza tym, nie mają E-zu, konserwantów ani innych rzeczy laboratoryjnych.
Jak je przechowuję i podgrzewam:
Po ostygnięciu wkładam je do plastikowego pojemnika lub torby dobrze zamkniętej, bo inaczej wysychają na powietrzu. Wytrzymują około 2-3 dni bez problemu. Jeśli chcesz, żeby pozostały miękkie, posyp wilgotnym papierem pod pokrywką pojemnika. Do podgrzewania, można na 1 minutę w mikrofalówce z kubkiem wody obok (żeby się nie wysuszyły), lub wkładasz na 2-3 minuty do piekarnika w 140°C, owinięte w folię. Jeśli masz ich za dużo, po zamrożeniu wyjmujesz je pół godziny wcześniej i zostawiasz, żeby osiągnęły temperaturę pokojową, a potem wkładasz do piekarnika, żeby się „odświeżyły”. Lubię je też na zimno, dobrze wchłonięte w syrop, ale każdy ma swoje gusta.
Składniki: Ciasto 1 kg mąki pszennej (000) 450 ml ciepłej wody 100 ml oleju palmowego 3 łyżki cukru 1 łyżeczka cukru na zaczyn 1 łyżeczka soli 30 g świeżych drożdży Farsz 150 g oleju palmowego 4 pełne łyżki cukru 3 pełne łyżki cynamonu 4 pełne łyżki skrobi kukurydzianej Do posmarowania olej Do posmarowania (po wyjęciu z piekarnika) trochę wody wymieszanej z cukrem syrop jodłowy